złoty pierścionek mojej Babci

Wśród choinkowych prezentów, z których przyznam, najbardziej lubię te praktyczne, znalazłam złoty pierścionek mojej Babci. Pamiętam go z dzieciństwa, okazały, z dużym różowym oczkiem prezentował się pięknie na jej już wtedy starszych dłoniach. Nałożyłam, ześlizguje się z moich szczupłych palców i choć na co dzień nie noszę nic prócz obrączki, pierwszą moją myślą było by zanieść do jubilera ten nieoczekiwany dar.

Dziewięćdziesięcioletnia już, porusza się za pomocą laski, słabiej widzi, ciągle dobrze słyszy i pięknie śpiewa drżącym, zupełnie niedzisiejszym głosem. Jest niedzisiejsza w dobrym znaczeniu tego słowa, jej świat wyznaczają proste czynności, które wykonuje z coraz większym trudem, troska o najbliższych, modlitwa i pobożna medytacja nad losem, może jeszcze kilka telenowel, które z przyzwyczajenia ogląda. Wpoiła we mnie w dzieciństwie szlachetny zestaw mało efektownych współcześnie cech: wrażliwości, skromności, oszczędności i pokory, z którymi – przyznam – nie zawsze wiem, co zrobić.

Wciąż ma przy sobie mojego, niebawem 92letniego Dziadka, spędziła z nim w małżeństwie ostatnich 60 lat. Dziadek doskonale ją uzupełnia, porusza się sprawniej, słabiej widzi i niewiele z bieżących spraw pamięta, za to wydarzenia z lat młodzieńczych ciągle rozgrywają się w jego pamięci. Topografię przedwojennego Białegostoku, w którym spędził całe swoje życie, zna do dzisiaj i może o niej opowiadać godzinami, choć nie poznaje na ulicy starych znajomych, choć mylą mu się czasem dzieci i wnuki.

Wspólna starość jest darem, ich kapitałem i potencjałem. Dziadek wciąż ma plany, by żyć do setki, Babcia jest skromniejsza w zamiarach, gest rozdawnictwa biżuterii jest tego najlepszym przykładem. Bo, zapomniałam dodać, obdarowana zostałam i ja, i moja mama, i moja córka. Od dzieciństwa pamiętam rozmowy o śmierci, których nie chciałam z nimi prowadzić, od przeszło dekady, mieszkając daleko od domu, obawiam się telefonów o pogorszeniu ich stanu zdrowia, choć ich nieuchronne odejście jest nieuniknione, a ta perspektywa jest już dla domowników coraz bardziej realna.

Na razie wspólna starość częściowo przynajmniej chroni ich przed samotnością. Po kolei z fotografii znikają ich wieloletni, nieliczni już znajomi. Dziś pożegnali jedną z najbliższych przyjaciółek, niespodziewana wiadomość o jej śmierci dotarła do nas dzień po Wigilii. Mam ją wciąż przed oczami, starzejącą się wraz z Dziadkami, głośno mówiącą i pełną wigoru. I jej męża, teraz już wdowca, co przeżył z nią wspólnie ponad 65 lat na wspólnych, podszytych miłością utarczkach, tak charakterystycznych dla tej pary. Cóż można rzec, smutek i same komunały, które jednak coś znaczą. Odwiedzę moich Dziadków niebawem, ich świat coraz mniej kompatybilny z moim pospiesznym i roztargnionym i tę ich samotność, którą tak doskonale empatycznie rozumiem.

Moja babcia na zdjęciu ze swoją prawnuczką. Zaobserwowane przez wpisofsernik.pl