Za a nawet przeciw

Na początku lutego w Trójce słucham audycji Czy integracja imigrantów jest w Europie możliwa? Prowadzący Kuba Strzyczkowski pozwala się wypowiedzieć ekspertom i przede wszystkim słuchaczom, którzy mogą zdecydować czy są za, czy nawet przeciw, a wyniki internetowej ankiety podawane są na końcu programu.

Tym razem redaktor postanawia sięgnąć po przykład szwedzki, by zademonstrować tych, którzy otworzyli swój kraj przed imigrantami i jak im to nie wyszło. Wspierają go Marcin Pośpiech z Redakcji Aktualności, który przygotowuje korespondencję ze Szwecji i m.in. przeprowadza rozmowę ze szwedzkim dziennikarzem Ivar Arpi (tę samą rozmowę Marcin Pośpiech udostępnia dzień później w audycji Gorąca Planeta, tu wyemitowana jest w całości, bez komentarza). Kolejnym ekspertem jest Jan Wójcik z portalu Euroislam.pl (zaglądam, czytam nagłówki: „O co właściwie chodzi w dekrecie Trumpa” to materiał wiodący, a towarzyszą mu takie „Niemcy się nie uczą”, „Imigranci tworzą dżunglę w Paryżu”,”Imigracja w natarciu, Europa w chaosie” oraz – uwaga, uwaga – ruchomy panel z memami zatytułowany „Kącik ściętej głowy”, są w nim czołowi politycy zachodni, m.in. Angela Merkel i Barack Obama z małżonką plus „wysublimowane” żarciki z muzułmanów aka terrorystów).

Dokąd zmierza audycja, można się już domyślić. Otóż, źle się dzieje w Szwecji. Pretekstem do rozmowy jest gwałt zbiorowy w Uppsali dokonany przez trzech mężczyzn o bliskowschodnim wyglądzie na młodej Szwedce. Marcin Pośpiech donosi, a jego korespondencje powracają trzykrotnie, że problem imigracji wymknął się Szwedom spod kontroli.  Mówi o strefach no-go-zone i gettach. Mówi o nieprzygotowaniu Szwedów na taką liczbę imigrantów. Mówi nawet o „naiwności i pozytywności Szwedów” jako ich cesze narodowej, w pejoratywnym sensie oczywiście, bo płacą za to teraz swoją cenę. Wszystko to na bazie „poszatkowanego” wywiadu z Ivarem Arpi, który ilustruje głęboki kryzys.Wtóruje im Jan Wójcik z portalu euroislam.pl – on z kolei odpowiada na pytania prowadzącego m.in. dotyczące „kultury gwałtu” wśród muzułmanów.

Ni z gruszki, ni z pietruszki pojawia się „Europejski przegląd prasy” dowiadujemy się w nim, że w Berlinie piszą o Trumpie, w Londynie o nowych szkołach w Mosulu, a we Włoszech… że południowa Europa również narzeka na smog. O co chodzi, zwłaszcza w tej ostatniej wiadomości, nie wiadomo.

Słuchacze dzwonią i dzwonią. Pan Kuba nie komentuje, tylko kieruje ruchem słuchaczy. Proszę, dziękuję, następny. Słuchacze są kulturalni, nie brzmią jakby mieli wątpliwości, są pewni swoich racji. Racji opartych na założeniach audycji, racji opartych na własnym doświadczeniu. Mówią, byłem kiedyś za granicą, widziałem, wiem. Ich wypowiedzi mieszczą się w niewyrażonej wprost formule: „nie jestem rasistą, ale…”. Zła, niemądra, upadła Europa, mówią. Ciemni, dzikusy, bestialstwo, terroryści, mówią. Pojawiają się podejrzenia liberalnego spisku powstałego w zaciszu gabinetów. Niektórzy pomstują na poprawność polityczną, doceniają mądrość polskich polityków. To nie mowa nienawiści, nie panie Kubo, to prawda.  Pojedyncze głosy cieniują, różnicują tę narrację, zwracając uwagę głównie na osobiste doświadczenia migracyjne i migracyjne doświadczenia ogółu Polaków. Dwoje słuchaczy sprzeciwia się gwałtownie formule audycji. Prowadzący zaprasza do dyskusji dr Nataszę Kosakowską-Berezecką z Zakładu Psychologii Międzykulturowej Uniwersytetu Gdańskiego, która mówi, że tak, że integracja jest możliwa, że pracuje nad projektem międzykulturowym, a uczestniczą w nim gdańszczanie i migranci. Ale wiele się z tej rozmowy nie dowiadujemy, redaktor pospiesznie kończy rozmowę.

W finale dzwoni do swoich dwóch czołowych ekspertów: red. Pośpiecha i  red. Wójcika, mówią to samo, co już powiedzieli. Pan Kuba zaznacza, że są przecież w Polsce Ukraińcy, że są bliscy kulturowo, że tak ich szanujemy.  Ogłasza wyniki sondy: 79 % słuchaczy jest przeciw, a 21 % za.

***

Dzień później wyłapuję następne wiadomości. Polski rząd nie chce wyrazić zgody włodarzom Sopotu na przyjęcie 10 sierot z Aleppo.

Uniceff na swojej stronie umieszcza film. Zestawione w nim są paralelne historie nastoletniego chłopca, młodego imigranta z Syrii i starszego mężczyzny, migranta z czasów II wojny światowej. Ich narracje są łudząco podobne: jest w nich wojna i paraliżujący strach, rozstanie z najbliższymi, niebezpieczna ucieczka i ulga ocalenia.

Część internautów dzieli się filmem, dodając emocjonalny komentarz. Na stronie Uniceffu wiele głosów krytycznych. Ktoś pyta: „Do kogo ten film ma trafić? Komentarze pod nim pokazują podział w społeczeństwie na tych, którzy nie muszą go oglądać bo i tak już rozumieją i na tych, którzy nawet jak zobaczą to i tak nie zrozumieją”.

Jesteśmy podzieleni. Rządzi nami strach lub empatia.

W Trójce Marek Niedźwiecki wspomina rocznicę śmierci Wisławy Szymborskiej i gra piosenkę wykonywaną przez Hannę Banaszak do wiersza noblistki „Nienawiść”. Brzmi porażająco aktualnie.

***

Wraca do mnie wspomnienie, jak 10-12 lat temu studiowałam dziennikarstwo. Pośród ćwiczeń praktycznych i wykładów teoretycznych, nudnych i udanych, w jednym moi wykładowcy są zgodni. Obiektywizm. Sprawdzanie źródeł. Po latach myślę o tym z niedowierzaniem. Dziennikarstwo obiektywne brzmi teraz jak oksymoron.

Za nią podąża kolejny uniwersytecki przebłysk. Przypomina mi się niedawno odsłuchiwana długa rozmowa, którą Krzysztof Czyżewski przeprowadził z Przemysławem Czaplińskim w -nomen omen – Międzynarodowym Centrum Dialogu w Krasnogrudzie. Czapliński, krytyk i badacz kultury, mój wieloletni promotor mówił w nim o zwrocie afektywnym, który oznacza, że emocje zarezerwowane dla sfery prywatnej wdarły się w przestrzeń publiczną, a stary, poczciwy, oświeceniowy rozum abdykował.  Innymi słowy, że jesteśmy gotowi racjonalnie wybierać partnera na życie, ale podejmując decyzje polityczne coraz bardziej kierujemy się emocjami. Nie można już zasiąść do stołu i przekonać osoby o odmiennych poglądach do swojej racji. To niewykonalne, bo nie rozum kieruje naszymi decyzjami, tylko emocje. Mówi tak Przemysław Czapliński, krytyk literacki i profesor z UAMu, mój wieloletni promotor w długiej rozmowie, którą prowadził z nim Krzysztof Czyżewski w Krasnogrudzie, w – nomen omen – Międzynarodowym Centrum Dialogu.

Znam te tezy z rozmów, znam je z jego książek.

Dziennikarstwo afektywne wyparło obiektywizm, myślę sobie. Rządzą nim emocje, nie logika. Stawia się tezę i prowadzi ku niej, nie oglądając się na nieprzekonanych, mówiąc do swoich, swoim językiem. Selekcja faktów i rozmówców. Tendencyjne? Nieważne. Posługiwanie się skrótowością myślenia za Facebookiem i Twitterem. Artykuł to może być czyjś przepisany status, bez komentarza drugiej strony. Efektowna teza w 160 znakach niesie się przez media. Obraźliwa? Nieważne. Komentarze pod artykułem zamieniają go w rynsztok opinii. Anonimowy internauta (troll?) może mieć tyle racji, co autor. Autor pisze dla swoich. Ci inni oblewają go pomyjami. Słuchacz dzwoniący do radia ma tyle samo racji co ekspert. Ekspert jest selekcjonowany. Ma nie tyle  naświetlić problem, co potwierdzić zamówioną tezę. Mem i emocjonalny obraz jest ważniejszy niż publicystyczna rozprawa. Robi tak jedna i druga strona, na co dzień czytamy zmanipulowany przekaz, dokonujemy tylko wyboru, w którą manipulację chcemy wierzyć.

Białe i czarne. Czarne i białe. Za a nawet przeciw. Żadnych półcieni. Proste jak budowa cepa.

***

W przeciwieństwie do dzwoniących słuchaczy nie umiem w trzech zdaniach rozwiązać kryzysu migracyjnego.

W przeciwieństwie do redaktora Strzyczkowskiego uważam, że bardzo ciekawy wywiad z Ivarem Arpi zasługuje na zupełnie inną oprawę, rozmowę w skupieniu, w towarzystwie skandynawistów i arabistów. Zwłaszcza że pojawiają się w nim wątki dotyczące braku autentycznej debaty o problemie migracji, bardzo ciekawe, także dla polskich odbiorców, którzy nie mają szans na taką debatę z zupełnie innych powodów niż Szwedzi. Poszatkowany na potrzeby radiowej sondy jest zinstrumentalizowany, traci swoją wartość, nie wspominając o tym, że kompletnie rozmija się z polską sytuacją.

Bo swoją drogą, czemu służy paralela między Szwecją, która tylko w 2015 roku przyjęła 160 tysięcy uchodźców, a Polską, gdzie problem stanowi 1o sierot czy Czeczeni, którzy od miesięcy koczują na granicy?

Rozumiem, że kształt audycji może być zamówieniem politycznym, wynikiem sytuacji, w jakiej znalazło się polskie radio. A jego demagogiczny charakter, łopatologiczna narracja i tendencyjna forma są znakiem naszych czasów. Współczułabym redaktorowi, który jest świetnym warsztatowo prezenterem, doskonałym licytatorem i tego powinien się trzymać. Formuła audycji,w której na tendencyjnie postawiony problem napuszcza się słuchaczy potwierdzających założoną tezę jest atrapą sondy, sondą kontrolowaną, pozorem dyskusji. Bo gdyby tak zaprosić innych gości, dziennikarzy o szerokich horyzontach, naukowców, którzy się nie boją lub przynajmniej nie bać się tych, których już się zaprosiło… Ale nie, wróć, to byłaby przecież inna audycja. Zdecydowanie mniej jednostronna.

Więc nie, nie współczuję mu tak bardzo, zastanawiam się tylko. Czy redaktor Strzyczkowski realizujący zamówienie narodowych mediów czuje się odpowiedzialny za to, co mówi? Czy zastanawia się, co myślą słuchający tej audycji obcokrajowcy mieszkający w Polsce? Lub polscy Tatarzy, żyjący tu od wieków? I z drugiej strony – ta biedna Szwedka jest tu również totalnie zinstrumentalizowana, jest tylko figurą lęku, niczym więcej.

Czy zrobi audycję o tym, czy godzimy się na przemoc wobec obcokrajowców mieszkających w Polsce? I kto będzie w niej ekspertem?

***

Piszę ten post, by zrozumieć własne oburzenie. Z której strony by nie spojrzeć, tkwimy w pułapce jednostronnych medialnych przekazów, które pogłębiają przepaść między nami. Potrzebujemy wiedzy, edukacji i mądrych, nieoczywistych tekstów, mądrej, nieoczywistej literatury. Mam coś w zanadrzu, o tym za chwilę, w następnym wpisie.

  • http://www.mikrozycie.pl/ Mikrożycie

    Jest to dla mnie temat smutny i przykry ponieważ zupełnie nie widzę możliwości na to, aby rozwiązać go dobrze. Słusznie zauważasz, że sprawa uchodźców to sprawa emocjonalna – a kiedy do czynienia mamy z emocjami milionów ludzi, trudno o porozumienie i jednorodne stanowisko. Trudno o obiektywizm.

    • http://nawolnymbiegu.pl Marta / Pani Poczytalna

      Tak, myślę, że to jest faktycznie nierozwiązywalne. I że w takim niestabilnym, trudnym świecie przyjdzie żyć nam i naszym dzieciom. Trzeba rozsądku, żeby samemu dać sobie z tym radę i wychować odpowiedzialnie dzieci. Taka tendencyjność temu nie sprzyja, niestety.

  • http://lifeincolour.pl/ Margareta Zdunkova

    Odnoszę wrażenie, że taki a nie inny czyli jednostronny przekaz jest czymś na co już dawno pojawił się popyt. Może trochę to spłycę, ale ludzie zazwyczaj żyją szybko. Jedzą, śpią, wydalają. Czytają nagłówki, może lead do artykułu i idą dalej. Nie potrafią już się skupić i poświęcić więcej czasu na przemyślenia. Chcą by podano im fakty owinięte w papierek określonego koloru: dobre, złe, wesołe, smutne. Niby udają, że nie ale chcą by ktoś im powiedział co maja uważać na jakiś temat. Media załatwiając czyjś interes podają informacje ułożone pod określoną tezę. Leniwi łykają i już wiedzą co maja myśleć, już mają wyrobione zdanie. Pół biedy jeśli chodzi o 14ki dla górnictwa, gorzej jeśli idzie o życie. Ale Syria jest tak daleko, to nas przecież nie dotyczy.

    • http://nawolnymbiegu.pl Marta / Pani Poczytalna

      Masz rację, absolutnie. Jednostronność i płytkość to smutny znak naszych czasów. I totalnie się z Tobą zgadzam – jest tyle spraw, w których można się zwolnić z myślenia, ale są kwestie, takie jak ta, które wymagają głębi. Rozumiem, dlaczego tak się dzieje, ale wciąż jestem zła,, że mając taki zasięg, można zrobić nieodpowiedzialną społecznie audycję.