Silva rerum. Pięć powodów, by czytać Sabaliauskaite

Literacka mapa wschodniej Europa, a zwłaszcza książki z Litwy to mój konik, któremu poświęciłam wiele lat edukacji. Książka Sabaliauskaite, zakupiona trochę z nawyku,  leżała u mnie na półce dość długo, gdy okazało się, że poproszono mnie o przeprowadzenie spotkania z Autorką. Pochłonęłam ją błyskawicznie, trochę zaskoczona, że wreszcie trafiam na naprawdę dobrą (!) i REWELACYJNIE przetłumaczoną (!!) litewską książkę.

Jest coś takiego w symbolicznej geografii, że Litwa, którą zbiorowo wielbimy za – och ach! – „te pagórki zielone i pola malowane zbożem rozmaitem”, za Mickiewicza i Miłosza, to de facto – eufemistycznie mówiąc – w ogóle nas nie obchodzi. Nie interesuje nas jej historia (no poza tą wspólną), nie interesują nas litewscy pisarze (zaraz chwila, jacy pisarze?), nie znamy litewskiej współczesnej literatury. Tegoroczna krótka lista do Angelusa, w której na siedem tytułów ze Środkowej Europy są aż dwa (!!) litewskie, miejmy nadzieję, zwiastuje przełamanie tej nieszczęsnej reguły. Miejmy nadzieję, że jest tą jedną, szczególną jaskółką, która czyni wiosnę, rekomendacją, która zapełnia białą plamę.

Silva rerum. Las rzeczy. Jest tu tyle wątków, że aż nie wiadomo od czego zacząć.

Jest przynajmniej 5 powodów, dla których warto sięgnąć po tę książkę.

Powieść, w której wspólna historia, jest naprawdę wspólna

Kochają ją Litwini, gdy kupują wszystkie trzy części Silva rerum  [opublikowana w 2008 roku książka doczekała się kontynuacji w 2011 i 2014]  na potęgę i gdy wędrują po Wilnie tropami autentycznych bohaterów umiejętnie wplecionych w autorską fikcję. Wycieczki te, zamawiane przez Centrum Turystyczne, cieszą się ogromną popularnością. Pokochali Polacy, choć polskie wydawnictwo wydało dotąd część pierwszą i każe się prosić o kontynuację. Prosimy. Sabaliauskaite na grząskim gruncie polsko-litewskich sporów o tożsamość porusza się z nieznanym dotąd wdziękiem. Dowartościowuje czasy, które przez Litwinów traktowane były jako upadek pod polską dominacją. A tymczasem w jej autorskim Wilnie można się zakochać na tyle sposobów. Literacki portret miasta jest nieoczywisty, dynamiczny, niezaprzeczalnie atrakcyjny. Sabaliauskaite mówi swoim litewskim czytelnikom, że to nie peryferyjne miasto zdominowane przez silniejszą kulturę a fascynujący tygiel kultur, miasto, które jak feniks powstaje z popiołów. A co mówi, nam, Polakom? Przyjemnie łechce naszą kresową dumę i jednocześnie ją uwspółcześnia, czyniąc z XVII wiecznego Wilna pograniczne miasto krzyżujących się wpływów.

Porywająca historia fabularna

Napisana z filmowych rozmachem i malarską dbałością o szczegóły. Wciągająca. Ze świetnie skonstruowanymi postaciami, w które się wierzy i którym się kibicuje. Oto Jan Maciej i Elżbieta Narwojszowie uciekają z Wilna ociekającego krwią po kozackiej masakrze w 1659 i osiadają w Milkontach na Żmudzi. Doświadczają śmierci dziecka i poronienia, nieświadomi faktu, że ich ukochane bliźnięta również odkrywają śmiertelność i to doświadczenie zmieni ich dogłębnie. Daleko idące konsekwencje tamtego odkrycia piękną Urszulę poprowadzą po latach do Zakonu, a Kazimierza pchną prosto w zblazowane środowisko wileńskich wolnomyślicieli. Ich drogę przetnie błyskotliwy i charyzmatyczny student filozofii Jan Kirdej Biront. który rozkocha w sobie oboje… Tak zarysowana akcja, precyzyjnie skonstruowana, tocząca się wartko, zaspokoi i mniej i bardziej wyrobionego czytelnika. I ani na moment nie wątpimy, że autorka doskonale panuje nad swoimi postaciami i ma precyzyjnie przemyślaną całość tej – w założeniu – tetralogii.

Językowa uczta największej próby

Długie, pozbawione dialogów, ciągnące się całymi stronicami zdania Sabaliauskaite są tak estetycznie wysmakowane, że trudno nie dać im się ponieść. Na przekór modom i trendom autorka dystansuje się do literackiego fast foodu, dostarczając ekskluzywny, wyrafinowany produkt. I co ważne, nie męczący w swoim wyrafinowaniu, m.in. dlatego że patrz punkt drugi. Książka w oryginale pełna jest polonizmów, które oddają ducha epoki, a jednocześnie wzbudzały kontrowersje wśród redaktorów. Przyjęły się. Po początkowym zawahaniu i… upomnieniu przez komisję językową posypał się na autorkę deszcz nagród. Polska tłumaczka podzieliła się na spotkaniu uwagą, że pierwsza redaktorka książki również chciała skracać piękne zdania oryginału.

Feministyczne akcenty

Och tak, to dla mnie zawsze powód do sięgnięcia po książkę. Choć u Sabaliauskaite nie ma ani jednej płaskiej postaci (serio: nawet te trzecioplanowe i epizodyczne mają swoją głębię) jej bohaterki niejednoznaczne i głębokie, uwikłane w swoją epokę i na wskroś współczesne zarazem, są – moim zdaniem – wyjątkowo poruszające. Rozgrywają między sobą swoją własną grę o istotność, przełamują stereotypy. Dojrzała kobieta, która dostaje od męża wolną rękę, by podjąć świadome, życiowe wybory. Młoda, próżna dziewczyna, która wstępuje do zakonu, by stać się świętą i konfrontuje się z zakonnym przedpieklem.  Wzajemna, skomplikowana relacja matki i córki. Zakon jako hierarchiczna przestrzeń skonfliktowanych sióstr. Głębokie portrety epizodycznej prostytutki i damesy, wysoko postawionej kochanki męskich bohaterów. Mnóstwo tam smaczków, mnóstwo kwiatków i, co najważniejsze, sporo nieoczywistości.

Piękny język polskiego tłumaczenia

Absolutnie piękny. Izabela Korybut-Daszkiewicz wykonała ogromną pracę, na której adepci tłumaczeń mogliby się uczyć. Na spotkaniu tłumaczka zdradziła, że gdy tłumaczy, musi umieć sobie wyobrazić to, o czym pisze w każdym detalu. I faktycznie, czuć to w książce. A tym, którym wyobraźnia tłumacza – poza jego językową wrażliwością – wydaje się oczywista, no cóż, nie życzę lektury książek przetłumaczonych bez wyobraźni.

A spotkanie?

Odbyło się w poznańskim Zamku w maju br. Było bardzo udane, z żywo reagującą publicznością. Było to wieki temu, ale odgrzebałam fejsbukowy wpis Marii, mojej ulubionej księgarki z Bookowskiego. „Osiemnastowieczny protofeminista, negliż nad jeziorem, kobieca depresja z butelką wina, Rzeczpospolita Obojga Narodów, barok lubieżnością podszyty, nostalgiczne Wilno, hipsterskie Kowno. CZYTAJCIE „SILVA RERUM” KRISTINY SABALIAUSKAITE! prozę bez dialogów, prozę piękną i awanturniczą! Przepiękne spotkanie-dynamit. takie, które długo się pamięta.”

Oj pamięta. [klik] Czytajcie Kristinę, czytajcie.

 

  • Jerzyna

    Tak dobrze czyta się Twój wpis, że mam ochotę sięgnąć po książkę 🙂

    • http://nawolnymbiegu.pl Marta / Pani Poczytalna

      Dziękuję!