Oscarowe księżniczki wychodzą z roli

Od kilku miesięcy jestem na informacyjnej diecie. Jej założenia są proste: nie czytam informacji, które nic nie wnoszą. W pierwszej kolejności dotyczy to portali plotkarskich oraz wszelkich newsów dotyczących „gwiazd”: ich rozstań i nowych związków, ich „modowych wpadek”, „przypadkowo uchwyconych w obiektywie” spacerów, zmian w wyglądzie, póz na ściankach czy czerwonych dywanach. O ogromnych pożytkach płynących z tej diety mogłabym długo. Dziś jednak nie o tym. Z tej perspektywy zupełnie inaczej wygląda fascynujący skądinąd świat mody i stylu. Z tej perspektywy zupełnie inaczej wygląda też czas wręczania Oscarów – czas, w którym w internecie niemal niepodzielnie rządzą OSCAROWE SUKIENKI.

Można by rzec naiwnie, że Oscary to przecież święto filmu. Tak, tak –  w tym roku po sukcesie Idy pamiętamy o tym bardziej niż zwykle. Ale nie zmienia to faktu, że oprócz spekulacji i wypowiedzi filmowych ekspertów, to właśnie OSCAROWE SUKIENKI panują nad masową wyobraźnią, prezentowane w nieskończonej liczbie kombinacji. Nic dziwnego, to musi być temat rzeka. Żyją z nich i zarabiają na nich całe rzesze ludzi. Począwszy od projektantów, stylistów i różnej maści specjalistów od mody – oczyma wyobraźni widzę ich wielomiesięczne zabiegania o to, by gwiazda wybrała ich projekt. Na ostateczny efekt pracują także specjaliści od wizerunku, osobiści trenerzy, projektanci biżuterii i wizażyści. Swoje pięć minut mają fotografowie, którzy za ogromne pieniądze sprzedają mediom swoje zdjęcia. I wreszcie media: od ekskluzywnych magazynów modowych po internet, który przyciąga niezliczone rzesze odbiorców. OSCAROWA SUKIENKA to szeroko zakrojony projekt finansowy, wizerunkowa inwestycja, współczesna baśń o pięknej księżniczce, niedościgłe marzenie zwykłych śmiertelniczek.

Nic na to nie poradzę, ze swojej z lekka kontestującej i feminizującej perspektywy najbardziej lubię te aktorki, które potrafią oprzeć się tej obłędnej presji i umieją powiedzieć na głos, że nie w tym rzecz. Wykorzystują przy tym swój talent i popularność do innych celów: czasem po prostu  mówią swoje, czasem za ich wystąpieniami kryje się głębszy sens. Wbrew pozorom jest ich trochę. Nie wszystkie otrzymały Oscary, nie wszystkie były do nich nawet nominowane, ale ich dystans wobec roli, której odgrywania się od nich oczekuje, wydaje mi się znaczący.

Pomysł na ten tekst chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Aż tu Agata Trzebuchowska, odtwórczyni głównej roli w Idzie, członkini polskiej ekipy na tegorocznych Oscarach w weekendowych „Wysokich Obcasach” mówi takie rzeczy, że nie sposób ich obszernie nie zacytować:

Ale sukienkę masz? Kto projektował?

Znowu to pytanie! Sukienka wzbudza największe zainteresowanie! Jakaś pani zaklinała mnie mejlowo, żebym skorzystała koniecznie z polskiej projektantki, obcy ludzie przysyłali mi modowe linki, jakby wszyscy chcieli zagrać w grę dla dziewczynek „Ubierz Kopciuszka na bal”. Na plotkarskich stronach zaistniałam dopiero po tym, jak „popełniłam faux pas”, występując na Złotych Globach w balerinach i sukience tylko do pół łydki. Pojawiły się teksty typu: „W co Trzebuchowska powinna się była ubrać”. Żenujące, prawda?

Aktorka ma ładnie wyglądać.

I się uśmiechać. A jeśli już miałaby coś powiedzieć, to o ciuchach, nastrojach i koniecznie o diecie.

Złote Globy rozdano w Los Angeles 11 stycznia.

Zaczęły się nawet fajnie. Ciekawe panele, spotkania twórców z kategorii film nieanglojęzyczny, atmosfera nienapuszona, aż pomyślałam, że może te Globy nie są tak straszne, jak mi mówili. Ale potem była gala. Czuliśmy z Pawłem, że nikt nas tutaj nie chce, bo liczą się prawdziwe gwiazdy. Mnóstwo było krzyków, że mamy się przesunąć, że kogoś zasłaniamy. Straszny harmider, ale nie możesz powiedzieć: „To my już sobie wejdziemy do środka i poczekamy, aż rozpocznie się ceremonia”. Trzeba zaliczyć każdy punkt po kolei. Taki rynek z żywym mięsem. Musimy przejść po czerwonym dywanie, przed nami PR-owiec niesie kartkę: „Paweł Pawlikowski, Agata Trzebuchowska”, namawia dziennikarzy, którzy ustawiają się w sznurku, żeby z nami porozmawiali. Oni po kolei odmawiają. Są szalenie znudzeni. Zerkają na dziwnie brzmiące nazwiska i absolutnie ich to nie obchodzi. W końcu ktoś jednak krzyknie, żeby się zatrzymać, bo chcą mi zrobić zdjęcie z Pawłem, bez Pawła. Potwornie upokarzające, ale co zrobić, gramy przecież do jednej bramki, cała ekipa, a PR-owiec szepce do ucha: „Agata, wiem, że ci się to nie podoba, ale musisz”. Udało mu się wreszcie namówić kogoś na rozmowę z Pawłem, ze mną niespecjalnie, bo ja jestem tylko aktorką, więc mnie zapytali o sukienkę i jeszcze: „Jaki jest twój ulubiony gadżet?”. Gadżet?! Pytanie jak do dziecka. Potem pomyślałam, że trzeba było powiedzieć: „Dildo” [wibrator].

Dalej jest tylko ciekawiej. Jeśli o mnie chodzi, zmultiplikowałabym na potrzeby polskiego show-biznesu Agatę Trzebuchowską, bo zdecydowanie za mało tego typu refleksji w polskich mediach i wśród polskich gwiazd. Wraz z amerykańskimi koleżankami młodziutka aktorka wpasowuje się w pewien krytyczny nurt, poruszając kwestie mimo wszystko niezbyt niepopularne w aktorskim środowisku: dystansuje się wobec roli celebrytki i zwraca uwagę na różne oczekiwania wobec kobiety i mężczyzny w przemyśle filmowym. Mówi o pewnych kliszach, które na czerwonym dywanie zdarzają się nader często.

Najgłośniejszym chyba medialnie przypadkiem jawnej kontestacji roli aktorki jako celebrytki od sukienki było wystąpienie Jennifer Lawrence, zdobywczyni Oscara z 2013 roku. Konferencja prasowa z jej udziałem, która odbyła się tuż po otrzymaniu nagrody, odbiegała od standardów, w zasadzie bardziej przypominała kabaretowy występ. Ewidentnie widać na niej, czego oczekuje się od młodej, ładnej aktorki. Pytania, na które stara się odpowiadać, są standardowo wygłaszanymi w takich przypadkach kwestiami, ale daleko im do inteligentnych. Jak wyglądał proces przygotowywania się na Oscarową galę? Dlaczego upadłaś i co wtedy pomyślałaś? Jennifer wygląda na oszołomioną, ale jej odpowiedzi są nader konkretne, i, choć trudno jej przypisywać złe intencje, prześmiewcze. Proces? Nałożyłam sukienkę, pasowała, wzięłam prysznic, zrobiono mi makijaż i przyszłam na galę. Upadek? Spójrz na moją sukienkę, prawdopodobnie nastąpiłam na tkaninę i upadłam. Pomyślałam wtedy niecenzuralne słowo na f**.

W samo sedno. Prosto i na temat. Choć Jennifer nie należy zapewne do dziewczyn, które zaliczylibyśmy do grona wojujących feministek, jej zdrowy rozsądek i dystans obnażają dziennikarskie klisze. Takich reakcji, niekoniecznie przy okazji Oscarów, jest jednak zdecydowanie więcej. Wystarczy wymienić spontaniczne i błyskotliwe odpowiedzi Scarlett Johansson, Emmy Stone czy Anne Hathaway, które pytane o kwestie związane z wizerunkiem i dietą, nie wahały się ironicznie podsumować rozmówcy. „Jak to możliwe, że ty dostajesz poważne pytania egzystencjalne, a ja pytania o dietę?” – spointowała pytanie reportera Scarlett, zwracając się do partnerującego jej w Roberta Downey’a Jr. „To seksizm”, Emma Stone nazwała wprost dysproporcję między pytaniami do aktorów i aktorek. „Dlaczego tak bardzo interesujesz się moją dietą? Chciałbyś schudnąć?” – zapytała Anne Hathaway drążącego temat reportera.

Jak ładna dziewczyna, to o sukience i diecie, bo o czymże niby innym? No właśnie, sęk w tym, że o wielu sprawach. W podsumowaniu 2014 roku organizacja For Woman to Woman pośród sześciu najbardziej inspirujących mów kobiet wyróżniła aż dwie młode aktorki: Emmę Watson i Lupitę Nyong’o. Emma Watson, znana ze swojego feministycznego zaangażowania, została wyróżniona za pełną pasji przemowę wygłoszoną przed ONZ dotyczącą kampanii HeForShe. Aktorka, co odnotowały również polskie media, z pełnym przekonaniem mówiła o jej drodze do feminizmu i potrzebie zaangażowania mężczyzn w walkę o równość płci. Lupita Nyong’o, zdobywczyni Oscara z 2014 roku wygłosiła z kolei poruszającą mowę o akceptowaniu koloru swojej skóry i znajdowaniu w sobie piękna, które może nie mieści się w kanonach, ale jest trwalsze i nieprzemijalne.

Przykłady gwiazd, które podejmują się redefinicji wizerunku kobiety, można mnożyć. Keira Knightley, pozując toples, starała się zaprotestować przeciwko manipulacjom grafików i speców od wizerunku dokonywanym na kobiecym ciele. W telewizyjnym show Jennifer Garner bezpośrednio wyraziła się o swoim brzuchu po ciąży (tak, urodziłam troje dzieci, więc mam wystający brzuch), kiedy indziej wypunktowała nierówności w traktowaniu aktorów i aktorek (mój mąż jest pytany o biust filmowej partnerki, a mnie nieustająco pytają o godzenie pracy z macierzyństwem). W tym roku podczas ceremonii laureatka Oscara za drugoplanową rolę kobiecą – Patricia Arquette w świetnym, unikalnym filmie Boyhood upomniała się o równość praw dla kobiet. Media podchwyciły, jak intensywnie oklaskiwała ją znana z feministycznych poglądów Meryl Streep. Ale równie spektakularnie wiwatowała Jennifer Lopez, którą dużo łatwiej można by posądzić o to, że dobrze się czuje w roli oscarowej księżniczki. Jak się okazuje, może jednak nie do końca.

Wszystkie wymienione tu aktorki są świadome, że na spłyconym wizerunku kobiet w mediach zbija się potężne pieniądze. Na ich własnym wizerunku. Uczestniczą więc w spektaklu, ale coraz jawniej go kontestują, coraz wyraźniej wychodzą z przypisanej im roli. Ja na swój prywatny użytek kontestuję również, a konsekwencje mojej diety są daleko idące nie tylko dla oczyszczającego się umysłu. Są również moją małą wojenką z wiatrakami, odmową odbioru tabloidowych informacji. Nie klikam, nie przyjmuję, nie wspieram finansowo tych, których stać wyłącznie na powielanie schematów i tworzenie bzdurnych newsów. Bardziej niż memy z nogą Angeliny Jolie, interesuje mnie co ma do powiedzenia sama Angelina. Akceptując nawet fakt, że część przywołanych wystąpień może mieć charakter wizerunkowy. W cudownie oszczędzonym czasie z przyjemnością czytam dobre teksty o modzie i stylu autorek, które zajmują się tym tematem stale, często lub mniej często  i mają na ten temat coś do powiedzenia.

Na zdjęciu Jennifer Lawrence upada w drodze po Oscara.

  • http://styledigger.com Joanna

    Ale mi miło, dzięki! I też, też lubię te aktorki. Twoja prywatna wojna to chyba najrozsądniejsza rzecz, jaką można zrobić – też uskuteczniam:)

  • http://zelkozercy.blogspot.com marta

    Dzięki! Kawał doooobrej roboty! Poczytałam, pobiegałam po linkach… Podpisuję się obiema rękoma.

  • http://pieceofsimplicity.blogspot.com Natalia

    Ja na informacyjnej jestem już dobrych kilka lat i wcale nie czuję jakobym wiele traciła. Zwłaszcza, że do informacji do których chcesz dotrzeć, tych które Cię interesują, możesz dotrzeć we własnym zakresie i zupełnie świadomie. Cieszy mnie fakt, iż coraz więcej aktorek /piosenkarek/osób publicznych próbuje podjęć się poprawnej definicji kobiecego wizerunku. To co obecnie kreowane jest w mediach nikomu na dobre nie wychodzi. Ani kobietom/nastolatkom karmionym w ten sposób i wpędzanym w kompleksy. Ani też celebrytkom, idealne ciało które nie ma swojego zdania szybko się nudzi.

    • http://witrynkazksiazkami.wordpress.com pani poczytalna

      Otóż to. Ja miałam, przyznam, okresy, w których dość tępo czytałam plotki i ploteczki. Wydawało mi się, że się relaksuję, że odpoczywam w ten sposób, ale to nieprawda, to zawsze obciąża głowę stertą niepotrzebnych informacji, a lektura komentarzy to najczęściej dodatkowe morze hejtingu. Zupełnie, totalnie zbędne. Od pewnego czasu więc na portalach horyzontalnych odrzucam śmieciowe info na poziomie nagłówka i nie klikam, na portale plotkarskie w ogóle nie wchodzę. To bardzo zdrowa praktyka.

      • Bibi

        Ty czytałaś takie rzeczy?:)
        Jak zwykle masz rację. Jak w ogóle można lubić plotkarskie serwisy? Nie wchodzę, nie czytam, nie zajmuje to mojej głowy.

        • http://panipoczytalna.pl/ Marta / Pani Poczytalna

          🙂 czytałam. kompulsywnie zajmowałam sobie czas, ale zrobiło mi się go nagle bardzo, bardzo szkoda 😉 nie czytam już od dawna. ale oscarowe sukienki atakują w tym czasie nawet z głównych stron w miarę porządnych zdawałoby się portali 😉

  • Margola

    Prawda, Mądra Marto.
    Ja to nazywam dekadencją.
    Podobny post stworzyłabym o MODNYM jedzeniu.
    Dygam przed Twoja przenikliwością i celnymi myślami 🙂

    • http://panipoczytalna.pl/ Marta / Pani Poczytalna

      Dziękuję za dobre słowo 🙂