Nuda podczas czytania dla dzieci

Trudno się do tego przyznać, ale nuda nierzadko towarzyszy rodzicowi podczas czytania małemu dziecku. Jest to dosyć wstydliwie przemilczany stan, może dlatego dość stabuizowany. Choć jak się lepiej przyjrzeć, to można dostrzec objawy tej nudy i okazuje się, że trochę się jednak o niej pisze, ale jakby mimochodem, niepewnie.

O wielokrotnym odczytywaniu bajki czteroletniemu synowi  pisał Jon Kabat-Zinn, dokumentując w ten sposób proces treningu uważności:

Kiedy mój synek miał cztery lata, z upodobaniem wracaliśmy do bajki o Jasiu i łodydze fasoli. Nie wystarczało mu dwu- czy trzykrotne jej przeczytanie. Chłopiec domagał się wielokrotnego powtarzania tekstu. Lubiłem tę bajkę, ale trudno mi było zachowywać entuzjazm przy siódmym czy ósmym czytaniu.

Joanna Woźniczko-Czeczot w książce Macierzyństwo non-fiction wskazywała na czytelniczą nudę jako jeden z przykładów tabu związanego z macierzyństwem.

Jak  ktoś wywala na wierzch ciemną stronę macierzyństwa, często ląduje w szufladce ”depresja poporodowa”. Tymczasem depresja to jednostka chorobowa, anomalia opisana klinicznie, a trudy związane z macierzyństwem to część nowej normalności każdej matki. Chodzenie godzinami po parku, wysiadywanie w piaskownicy, czytanie po raz setny ulubionej książeczki córeczki to jest dla mnie właśnie nową normą. A jeśli napiszę, że to bywa nudne i deprymujące, już czuję na plecach metkę: ”Ona ciężko to znosi”, lub wręcz: ”Nie radzi sobie”.

Myślę o tej wstydliwie skrywanej nudzie i widzę dwa główne zagrożenia.

Wielokrotne odczytywanie

Najoczywistszym przykładem jest wielokrotne odczytywanie uwielbianej przez dziecko książki. Czytanie po stokroć może męczyć, bardzo, ale warto przy okazji zastanowić się nad sposobem, w jaki czytamy dziecku. No cóż, mnie również zdarza się przez nudzącą mnie historię pędzić niczym pendolino. A to niedobrze i dla dziecka, i dla dorosłego.  Podpowiadane przez Jona Kabatta-Zinna ćwiczenie dotyczące świadomego czytania i treningu uważności polega na codziennej medytacji, skupieniu na czytanych przez siebie słowach. To dobre ćwiczenie dla dorosłego, ale niekoniecznie pogłąbiające jego kontakt z dzieckiem.

Czytanie z powinności

Bo przecież wiemy, że najlepiej 20 minut dziennie. Codziennie. Ale wciąż, to, czytanie tego, co nas nuży nie jest dobrym wyborem. Ale dlaczego właściwie nuży?  Najprawdopodobniej nudna dla dorosłego książka przenosi wartości poznawcze, które „powinny być dziecku przekazane”. Czytamy więc, wierząc, że literatura wykształtuje w małym odbiorcy pożądany zespół zachowań, że dzięki niej wychowamy je wedle określonych zasad. Możliwe, że taka książka zawiera morał, który służy przekazaniu ustalonego porządku. Dorosły nie dyskutuje i go nie podważa, mimo że nie do końca się z nim najprawdopodobniej utożsamia.

Współczytanie – podwójna lekturowa przyjemność

Nie ja jedna mówię nie takim książkom, nie ja jedna najchętniej odłożyłabym je do czytelniczego lamusa. Rynek książki dla dzieci, który w ostatnich latach rozwinął się wprost nieprawdopodobnie, podsuwa kolejne tytuły pozwalające na współczytanie, czyli podwójną lekturową przyjemność – i dziecka, i rodzica. Powstaje w ten sposób wspólny świat dziecka i dorosłego, który oboje eksplorują: dziecko po raz pierwszy, dorosły – odkrywając nowe znaczenia. Literatura dwuadresowa na różnych poziomach zaskakuje dorosłego czytelnika, nie pozwalając mu na znużenie, zapraszając do odkrywania sensów, niekoniecznie widocznych dla dziecka.

To proces nieunikniony i wykraczający poza samą literaturę dla dzieci. Filmy dla dzieci, które oglądamy, coraz mniej w mniejszym stopniu są przeznaczone tylko dla dzieci. Może jako dorośli robimy się infantylni? A może również coraz większą mamy świadomość podmiotowości dziecka. Od teorii i treści antypedagogicznych z początku XX wieku poprzez prace Janusza Korczaka aż ku rodzicielstwu bliskości w XX wieku dokonało się przewartościowanie relacji dziecka i rodzica, która coraz mniej oparta jest na zakazach i nakazach, a coraz więcej na empatii. Zgodnie z rozpoznaniami Jaspera Juula dziecko rodzi się z pokaźnym zestawem kompetencji: jest uspołecznione (bo poszukuje kontaktu z opiekunem), gotowe do współpracy, pełne godności, empatyczne, pozbawione uprzedzeń, elastyczne oraz autonomiczne. Obdarzone jest naturalnym potencjałem, który rodzic powinien dostrzec i aktywnie wspierać, nie tyle wpajając mu określone zasady i reguły, co towarzysząc mu i modelując je w procesie dorastania.

Przewartościowanie psychologiczne, o którym tu mowa, musi mieć swoje konsekwencje również dla literatury dziecięcej. Rodzic hołdujący takim strategiom wychowawczym będzie poszukiwał książek do wspólnej lektury, które nie tyle stworzą dziecku iluzję świata obiektywnie rządzonego niepodważalnymi zasadami, co dostarczą mu opowieści wspierających i rozwijających jego naturalne kompetencje. Wybór książek dla dzieci okazuje się więc kluczowy, możemy próbować pokazywać mu świat zasad i reguł, które czasem nużą nas samych, a możemy zaciekawiać przez książkę

Żeby wychować czytelnika, pełnego pasji i chęci czytania, dbajmy więc o to, co czytamy dzieciom. Nie dajmy się pokonać nudzie, a gdy się pojawia, może to znak, by zmienić lektury?

 

  • http://www.moreandless.pl More and Less

    Ja na szczęście nie zmagam się podczas takiego czytania dzieciom z nudą, ale to dlatego, że bardzo poważnie podchodzę do wyboru lektur dla swoich dzieci i sama też patrzę wtedy na to, czy i mi czytanie tej czy tamtej książeczki sprawi przyjemność. Niektóre, które ze mną nie zdały egzaminu a i Jo jakoś bardzo nie porwały podajemy dalej, bo szkoda się męczyć 😛 Na przykład w ogóle nie podeszły mi książeczki Kasdepke choć przecież inni zachwalają. Mi się je bardzo ciężko czyta, nie potrafią złapać rytmu co łączy się z tym, że ich czytanie dziecku nie sprawia mi żadnej przyjemności i łączy się z nudą właśnie i rozdrażnieniem. A nie o to chodzi prawda? Zachwycamy się natomiast od niedawna Basią, kochamy Alberta Albertsona, Pana Kuleczkę (literatura dwuadresowa zdecydowanie!) czy Wesołego Ryjka. I przy nich nudy nie ma, ani dla moich dzieci ani dla mnie 🙂 A nuda wkrada się u nas do książeczek typu Mamoko, które się ogląda i ogląda po tysiąc razy, które się tyle samo razy opowiada i gdzie po tysiąc razy szuka się z dzieckiem tych samych postaci… Oj, one rzeczywiście potrafią mnie znudzić! A tu jeszcze drugie dziecko czeka w kolejce i z nim też trzeba będzie oglądać 😛

    • http://nawolnymbiegu.pl Marta / Pani Poczytalna

      Właśnie, grunt to dobry wybór, uwzględniający także potrzeby czytającego 😉 Bardzo lubię wspomniane przez Ciebie książki, i Basię (wiadomo), i Alberta (choć trochę już wyrośliśmy), Pana Kuleczkę poznajemy dopiero (byłyśmy na fantastycznym spotkaniu autorskim w Poznaniu), ale bardzo jest obiecujący 🙂 Co do obrazkowych – syn też jest na etapie oglądania ich w nieskończoność, najbardziej chyba lubi Ulicę Czereśniową, ale choć oglądam ją od lat, z drugim już dzieckiem, wciąż znajduję w niej detale, które mnie zaskakują. I syn zwraca uwagę na inne rzeczy niż córka, zdecydowanie.

  • Monika

    Na szczęście jak ja czytam dzieciom to zawsze chcą inną książkę, a mam ich sporo.

  • Buba Bajdocja

    Pewnym rozwiązaniem są audiobooki.

    Uwielbiałam czytać córce. Tęsknię za tym! Buuu…

    • http://nawolnymbiegu.pl Marta / Pani Poczytalna

      Audiobooki tak – zdecydowanie! Dla mnie też są rozwiązaniem innej kłopotliwej kwestii, zwykle kładziemy się przy nich spać – starsza córka słucha, młodszy przytula się do mamy. Mam kilka swoich ulubionych, przygotuję wpis niebawem.
      Ale stare dobre czytanie jak jest piękna książka – bezcenne!

      • Buba Bajdocja

        O, ja też popełniłam kiedyś wpis o słuchaniu / czytaniu audiobooków 😉