Niegrzeczne dzieci nie dostają prezentów

Niegrzeczne dzieci nie dostają prezentów, usłyszałam w przededniu Dnia Dziecka nieopodal osiedlowego sklepu. Zdanie wypowiadane było przez rodziców do dwójki małych, ledwie przedszkolnych i całkiem w tym momencie grzecznych dzieci. Musiało więc mieć funkcję prewencyjną, ale przecież słyszałam je wcześniej wiele razy. Zdanie-wytrych, niby przezroczyste jak powietrze, a jednak jest w nim ostrze zawoalowanej groźby. Podporządkuj się albo nie będzie gratyfikacji.

O grzeczności napisano już wiele, sama czytałam mnóstwo rozpraw z grzecznością. Nie ja jedna zostałam wychowana w duchu, że w życiu należy być grzecznym. Wychowywano tak całe pokolenia. Dziś wiem, że trening grzeczności i skromności to najbardziej niefunkcjonalne narzędzia, w jakie z dobrej woli wyposażyła mnie rodzina. Kryje się też w tym pewna pułapka rodzicielstwa – wychowujemy dzieci do świata, którego nie znamy. Z perspektywy czasu wiem, że nie można było przewidzieć, że skromność i grzeczność okażą się nie przystające do rzeczywistości, w której potrzeba raczej tupetu i pewności siebie.

I jednocześnie, nie lubiąc tej niewygodnej dziś grzeczności, sama jako mama czasem wpadam w jej pułapkę. Nagle słyszę się mówiącą tonem nie znoszącym sprzeciwu, „proszę posprzątaj”, i wiecie, to „proszę” brzmi jak żyletka. Wiem już, gdzie się powinnam udać po narzędzia, by to zmienić – do Porozumienia bez przemocy oczywiście, ale wciąż tkwię w tym nieprzemyślanym, wymuszającym „proszę”. Stawanie się rodzicem to też proces i nieustająca lekcja pogłębiania kompetencji.

Tym razem, słysząc to zdanie, zrobiło mi się smutniej niż zwykle z jeszcze innego względu. Bo to nieprawda – niegrzeczne dzieci dostają prezenty, nie dostają ich tylko opuszczone, zaniedbane, biedne. Nie dostają ich dzieci urodzone w innych, mniej sytych częściach świata. Myślałam więc o całych tych obszarach biedy, które wykraczają poza naszą codzienność, nie mieszczą się w wyobraźni. I jednocześnie – że czasem z wygody mówimy dzieciom zdania, które nic nie znaczą. Właśnie takie jak to. Lub takie jak wyćwiczone przeze mnie nie znoszące sprzeciwu: „proszę”.

Ps. Miałam już nie blogować, wrzucać tu od czasu do czasu recenzję, ale ciągnie wilka do lasu… Podążam więc za swoją potrzebą pisania, zobaczymy, dokąd mnie ona doprowadzi.

 

  • Bibi

    Pisz, proszę:), dobrze się czyta przejrzyste i dobre teksty, by jako rodzic „nieustannie się uczyć” od innych.

    • http://nawolnymbiegu.pl Marta / Pani Poczytalna

      Bibi dziękuję <3 Jak miło Cię tu widzieć 🙂

  • Buba Bajdocja

    Oj, nie cierpię słowa „grzeczny / grzeczna”!
    A od niedawna zaczęłam baczniej stosować słowo „proszę”.

    Współczuję dzieciom biednym, zaniedbanym porzuconym, ale nie tylko one nie dostają prezentów.
    Dość często dzieci uznawane (przez rodziców) za „niegrzeczne” nie dostają prezentów. Znam takie 🙁

    • http://nawolnymbiegu.pl Marta / Pani Poczytalna

      „Grzeczny” to bardzo, bardzo smutne słowo. Masz chyba trochę racji, pisząc, że są tacy rodzice, którzy uznając dzieci za „niegrzeczne” nie dają im prezentów. Pal sześć materialne rzeczy, gorzej z emocjonalną dostępnością… Ech.
      Nie znałam oczywiście tych miniętych przeze mnie przypadkiem, ale to ich prewencyjne zdanie-wytrych nie brzmiało jak realna groźba.

      • Buba Bajdocja

        To był szantaż emocjonalny 🙁