Minimalistyczny dzień dziecka. W poszukiwaniu prezentów z sensem

Czerwiec to dla nas szczególny miesiąc – rozpoczyna się dniem dziecka, a w połowie miesiąca Córka ma urodziny. Przy rozsianej po dwóch krańcach Polski rodzinie zdarzało się, że świętowanie rozciągało się na kilka sąsiednich tygodni – tort u jednej babci, tort u drugiej. Plus – no cóż – góry prezentów.

Jak obdarować dziecko, które ma wszystko? Jest to szerszy problem, który dotyczy nie tylko naszej Córki, co dzieci w ogóle. Czuję się często rozdarta – nie lubię, gdy moje dziecko otrzymuje za dużo, nie lubię zasypywać innych dzieci górami prezentów, co niekoniecznie ma związek ze sknerstwem. W kulturze, w której funkcjonujemy, czy mi się to podoba czy nie, obdarowywanie jest symbolem jakości relacji – w okolicach świąt czy dnia dziecka chcąc nie chcąc szykujemy więc dla dzieci własnych i cudzych tony zabawek.

Prezenty dla innych dzieci

Jest kilka rozwiązań, którymi zwykle staramy się kierować przy przygotowywaniu drobnych prezentów dla czyichś dzieci.

Po pierwsze: ubrania. Ubrania są zwykle wsparciem dla rodzica, bo – niezależnie od zamożności – po prostu się przydają. Kupujemy rzeczy, które nam samym się podobają, które są w miarę dobrej jakości, choć za naszymi wyborami nie stoi jakaś wyrafinowana strategia i często kupujemy w sieciówkach rzeczy o ładnym wg nas wzornictwie. No może, nie przepadamy za różowo-niebieskim podziałem na dziewczęce-chłopięce, więc może trochę rzadziej sięgamy po te kolory, choć w obliczu ładnych ubrań nie jesteśmy przesadnie ortodoksyjni.

Po drugie: książki. Lubię je kupować, nawet jeśli obdarowywani nie czytają tyle co my, książka zwykle cieszy. Dobra literatura dla dzieci to, w moim rozumieniu, inwestycja we wspólny czas. Czyli najlepsza z możliwych. Bo – o czym parokrotnie między słowami pisałam a teraz może warto raz jeszcze – prezenty prezentami, przedmioty przedmiotami, ale to wspólnego czasu brak nam najbardziej. I, niezależnie już nawet od książek, wspólny czas to najfajniejszy prezent na dzień dziecka.

Po trzecie: zabawki edukacyjne. Gry planszowe, puzzle, klocki. Czasem kredki i materiały plastyczne. One również mogą stwarzać możliwości do wspólnego spędzania czasu. I rozwijają przy okazji.

Po czwarte: prezenty sugerowane. Zwykle rodzice niemowląt chętniej sugerują, co dzieci mogłyby dostać. To komfortowe rozwiązanie. Zdarzało nam się też dzielić doświadczeniem i obdarowywać przedmiotami, które u nas sprawdziły się znakomicie.

Prezenty dla naszej córki

Ja sama miałam problem z formułowaniem odpowiedzi na pytanie, czego moje dziecko potrzebuje lub co chciałoby dostać. Przełamałam go w sobie w momencie, gdy zdałam sobie sprawę, że bez mojej sugestii dziecko otrzymywało za dużo często niepotrzebnych jej rzeczy. Nie sugeruję drogich prezentów, nie mam wobec najbliższych roszczeń – staram się jednak obserwować i doradzać adekwatnie do jej potrzeb. Czasem, niezależnie od moich sugestii, do szczęścia nie trzeba wiele – otrzymane niedawno tekturowe zwierzątka, które trzeba było samodzielnie złożyć, rządziły wśród jej zabawek.

Na ten moment Córka ma stosunkowo mało zachcianek. Bardziej z zasady niż konieczności dbamy o to, by tych potrzeb i zachcianek nie generować zbyt wiele – nie dotyczy to zresztą tylko jej, co nas wszystkich. Jeśli chodzi o Córkę, czynimy to na dwa sposoby. Po pierwsze: brak telewizji i utrudniony dostęp do reklam zdecydowanie ułatwia sprawę. Po drugie: praktykujemy codzienny trening w zwykłym sklepie spożywczym, gdzie pozwalam jej wybrać jedną rzecz lub wprost odmawiamy zakupu. Dziecko, które codziennie doświadcza takich ograniczeń, nie urządza nam scen, nie boimy się więc sklepów z zabawkami.

Prezenty staramy się kupować po solidnym przemyśleniu sprawy, co nie znaczy, że jesteśmy rygorystyczni i odmawiamy jej wszystkiego. Ma dużo zabawek, choć – ze względu na małą przestrzeń – dbamy o to, by robić w nich selekcję. Z tego samego względu nie otrzymuje dużych zabawek typu zabawkowa kuchenka czy namiot, co bardzo nas cieszy, bo mielibyśmy z tym problem. Te braki załatwiamy kreatywnością, bo choć nikt tak nie buduje namiotów jak jej opiekunka, która zajmowała się nią przez blisko 2 lata, doszkalam się w tej kwestii.

Ograniczanie bodźców, głównie telewizyjnych sprawia, że są zabawki, które nie interesowały jej dotąd w ogóle (lalki, w tym lalki Barbie, kucyki). Poza jedną dyżurną lalką, nie mamy ich na stanie i nie planujemy uzupełniać tych zasobów. Jasne, że wraz z pójściem do przedszkola zaczęła się interesować nieznanymi jej wcześniej rzeczami – choć nie jest to głód, bardziej ciekawość. Na razie wyjaśniam i trzymam rękę na pulsie, gdyby zainteresowała się szczególnie, prawdopodobnie sprawilibyśmy jej wymarzoną zabawkę. Tak było m.in. z dzidziusiem, obserwowanie mojej ciąży sprawiło, że zaczęła szczególniej interesować się małymi dziećmi i ma teraz dwa swoje małe dzidziusie, jednego wyciągnęliśmy z szafy, drugiego otrzymała od cioci, która chciała ją obdarować fajnym prezentem. Chętnie i często się nimi bawi, choć wcześniej nie przejawiała takich zainteresowań.

A gdyby tak… prezenty dla równościowego dziecka

Natrafiam ostatnio w sieci na bardzo pozytywne sygnały, że na marginesach ofensywnego marketingu dziecięcego, który wciąż dzieli dziecięcy świat na chłopięce i dziewczęce, o czym już pisałam, powstają zabawki przełamujące stereotypy. Brytyjczycy przygotowali spersonalizowane lalki w ramach akcji #ToyLikeMe, dzięki którym dzieci z różnymi niepełnosprawnościami mogą mieć lalkę przypominającą je same [klik]. Australijska mama z kolei w ramach recyclingu przetwarza lalki, pozbawiając je agresywnego makijażu i wyzywających ubrań. To historia o tym, jak piękne potrafią stać się znajome skądinąd lalki  i jak wiele radości przynoszą nie tylko małym dziewczynkom [klik].

Te zabawki, choć otwierają nową perspektywę, należą jeszcze raczej do rzadkości. Na razie mamy zaskakujący dla mnie problem ze znalezieniem roweru dla parolatki, który byłby uniseksowy, pozbawiony wyraźnie dziewczęcych czy chłopięcych atrybutów. Przyznam, że nie spodziewałam się jak bardzo może to być trudne. I dzieje się tak mimo że coraz więcej rodziców świadomych jest stereotypów, o których mowa tu [klik]. Dla nas, cóż, to również nic nowego. No ale marketing dziecięcy woli jednak utrwalać stereotypy niż je przełamywać, bo tam gdzie jest wyraźny podział na dziewczęce i chłopięce można najzwyczajniej w świecie więcej zarobić.

Żródło zdjęcia [klik]