Kiedy mniej znaczy więcej

176_norm
okładka ze strony wydawcy http://www.mamania.pl/zapowiedzi/mniej-relacja-premiera-5-11,176

Na przekór wszystkiemu grudzień okazał się dobrym czasem dla książki Marty Sapały, Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków. Kilka dobrych, pogłębionych recenzji ukazało na blogach polskich inspirowanych minimalizmem m.in. na prostym blogu czy Style Digger, wywiad z autorką przeprowadziła blogerka z minimal plan, ale Sapała została również zauważona w mainstreamowych mediach. Mainstream jednak zareagował (delikatnie mówiąc) nieprzychylnie, te łagodniejsze komentarze pod wywiadem z autorką zarzucały jej zabawę w oszczędność i „warszawską” nieznajomość polskich realiów. Moim zdaniem – niesłusznie.

Anonimowi internauci mylili się jednak co do książki, która bez wątpienia warta jest chwili refleksji.  Nie tylko zresztą w grudniu, moment szalejących wyprzedaży to także jej czas. Mniej jest zapisem trwającego rok eksperymentu dotyczącego świadomego ograniczenia konsumpcji, którego podjęła się nie tylko autorka wraz z mężem i małym synkiem, lecz również 12 namówionych przez nią ochotników. Wśród współtowarzyszy eksperymentu znaleźli się głównie ludzie pomiędzy trzydziestką a czterdziestką, pochodzący z większych i mniejszych miast lub ze wsi, z Polski i zza granicy (reprezentowanej tu przez Reykiavik) rodziny wielodzietne czy z jednym dzieckiem, samotni rodzice lub single. To szerokie spectrum pozwoliło autorce wyjść poza silnie zaznaczoną warszawską perspektywę.

Zamysł pozornie prosty, w praktyce okazuje się jednak trudny do zrealizowania. Jak przeżyć rok bez zakupów? Jak wyznaczyć sobie granice zbędności/niezbędności? Ogromną wartością tekstu jest fakt, że autorka nie podpowiada swoim bohaterom żadnych rozwiązań: oni sami decydują o kształcie eksperymentu: czasem wycofując się w trakcie jego trwania, czasem udzielając sobie moratorium na określone wydatki. Dzięki temu czytelnik otrzymuje bohaterów z krwi i kości, ich motywacje są czytelniejsze, a ich wybory i decyzje śledzi się w dużym napięciu. Długie trwanie eksperymentu pozwala zaobserwować mniej i bardziej radykalne życiowe przewartościowania. Strefa zmian dotyka nie tylko najprostszych decyzji konsumenckich: jedzenia i ubioru, lecz także stylów podróży, edukacji dzieci czy doświadczeń międzyludzkich. Chyba właśnie silnie zaznaczona sfera relacji wydaje mi się w tym tekście najciekawsza. Fascynujące są fragmenty, kiedy autorka ociera się o biedę i boleśnie zmienia perspektywę: a to nagle ktoś spojrzy na nią z wyższością, domniemując jej niezamożność, a to znajomi, żeby nie robić jej przykrości, nie obdarują ją na Gwiazdkę, sprawiając jej tym samym autentyczną przykrość. Inni bohaterowie na różne sposoby wychodzą ze sfery komfortu. Nierzadko dostają coś w zamian, ucząc się prosić o pomoc lub wymieniać zbędne przedmioty, odnajdują sąsiedzką wspólnotę czy nieznane wcześniej miejsca, poznają ludzi, których dotąd nie mieliby okazję poznać.

Zmiana perspektywy staje się przez to namacalna. Zakończony w kwietniu 2013 roku eksperyment trwale zmienia nawyki konsumpcyjne jego uczestników, autorka nadmienia o tym w paru zaledwie zdaniach, ale czuje się, że dla jej bohaterów nie ma już powrotu do stanu „przed”. Przewartościowują swoje potrzeby, inaczej definiują zbędność i niezbędność. Są już w innym miejscu. Tym samym mniej zaczyna dla nich znaczyć więcej, pozwala im na nową jakość. Mało tego, czytelnik po lekturze jest również w innym miejscu, zaczyna czuć impuls do zmiany, ma ochotę zasiać balkonowy ogródek, wyjechać na wakacje, wymieniając się na mieszkanie lub zapukać do drzwi sąsiadów.

Wszystkich krytyków, dla których eksperyment wydaje się wydumany, bo przecież są ludzie muszący przeżyć poniżej minimum, zapewnić mogę, że autorka ma tego świadomość. Jest tu taki poruszający fragment, w którym Marta Sapała zestawia miesięczne wydatki uczestników eksperymentu wraz z urzędowo wyznaczonym minimum. Eksperyment wciąż pozostaje eksperymentem: bohaterowie mogą go przerwać, gdy zabraknie na leki, gdy nieoczekiwanie trzeba odwiedzić prywatnego lekarza lub gdy wyrażą taką wolę. Autentycznie biedni nie mają takiej możliwości, to oczywiste, ale nie jest to już zadanie tej książki, która ani na moment nie staje się  diagnozą polskiej biedy, pozostając poruszającym zapisem rezygnacji z konsumpcji.