Denerwujek. Niespodziewane olśnienia nad małym skrzatem

 Wyszperałam Denerwujka Jerzego Ficowskiego, zbiór wierszy dla dzieci z 1961 roku gdzieś w czeluściach antykwarycznego internetu. Wiąże się z nim rodzinna historia. Była to książka z dzieciństwa mojego Taty, zagubiona gdzieś po drodze, jak to często bywa z dziecięcymi, ważnymi dla nas przecież książkami. Była to jednak zguba szczególna, bo jej tytuł korespondował z przekorno-zawadiackim charakterem Taty. Postanowiłam ją więc odszukać.

Moje zdziwienie było duże, bo tytułowy Denerwujek to figura, która nie determinuje całego tomu. W zasadzie ma znaczenie marginalne i pojawia się w jednym wierszu. Nie jest też aż tak przekorny, jak utrwaliła go pamięć moich najbliższych. Dość poczciwy z niego skrzat, niespecjalnie straszny, w sam raz dla małego dziecka.

Barwną kredką na papierze / nasza Karysia coś rysuje
jakieś bardzo dziwne zwierzę, / – co to? / – To jest denerwujek.

Gdzie ten zwierzak ma mieszkanie?
Pod korzeniem ma swój domek
A co zjada na śniadanie ?
Jeden liść i pięć poziomek!

A czy nie chciałby zjeść chałwy? Jeśli mu się ja przyniesie?
Jadać ją codziennie chciałby, lecz nie rośnie chałwa w lesie.
Kiedy wrócę ze spaceru liść przyniosę mu z dąbrowy
Tylko nic mu złego nie rób bo okropnie jest nerwowy.

A gdybym mu dał poziomkę albo kawałeczek ciasta
Będzie kręcił swym ogonkiem i pozwoli się pogłaskać
To poczciwe z niego zwierzę
Nieraz zabłąkanym pomógł mówił którą iść ze ścieżek aby się już znależć w domu.

A gdy ktoś go oszukuje zamiast chałwy daje kamyk?
To kosmaty Denerwujek bardzo jest zdenerwowany.
A co zrobi kiedy w lesie zima każe padać śniegom
Wdety z lasu się wyniesie do innego do ciepłego

A gdy nagle deszczyk spadnie i futerko całe zmoczy
To umyje w deszczu ładnie nózki, rączki, pyszczek, oczy
A czy zwierzak ten na świecie jest naprawdę, Krysiu miła
Oczywiście że jest przecież ja go sama wymyśliłam!

W tej kreacji, pełnej szacunku dla odmienności i dla emocji tego wymyślonego przez małą Krysię skrzata kryje się kwintesencja twórczości Jerzego Ficowskiego. Jest nim  – w moim odczuciu – pełen empatii i respektu dla każdej cząstki bytu głęboki namysł nad wszystkim, co inne. Tak głęboki, że odkrywczy. W samym tomie to rys dominujący, choć dużo większe znaczenie ma tu klucz przyrodniczy, wyznacza je zmieniający się rytm pór roku. Wybieram przygarść cytatów wiosennych:

W pąku śpi maleńka zieleń / napowietrzną ma kołyskę / Prędko, może już w niedzielę, zbudzi się i wyjrzy listkiem.

To Maj sprawił, że dzieją się dziwy / To Maj światu nie skąpi urody./ Chociaż świat był już stary i siwy / dzięki niemu znów będzie młody.

Zmarły w 2006 roku Jerzy Ficowski obdarzony był szczególną poetycką wyobraźnią, znaną z jego dorosłej twórczości. Operował własną, niepodrabialną dykcją. Jego dziecięce wiersze urzekają prostotą, a jednocześnie zapraszają do medytacyjnego skupienia nad światem: nad baziami, nad ślimaczą muszlą, nad motylim kokonem czy małym denerwujkiem. Eksplorują tym samym dość wyeksploatowany w dziecięcej literaturze motyw przemijalności przyrody, by opowiedzieć go inaczej. Gdzieś w tle pobrzmiewają echa odbudowy Warszawy, patriotycznego etosu, które przyporządkowują je do określonej epoki, choć czynią to na tyle dyskretnie, że trudno im zarzucić nieaktualność. 

z16547667Q,Jerzy-Ficowski-z-corka-AnnaWiersze Jerzego Ficowskiego dla dzieci zebrane w tym tomie są osobnie piękne, pięknie też zilustrowane przez Adama Kiliana i mimo że powstały na początku lat sześćdziesiątych są w dużej mierze ponadczasowe. Bez wątpienia zasługujące na reedycje, antologiczne wydania i trwałe miejsce – obok Brzechwy, Tuwima i Chotomskiej – w polskiej literaturze dziecięcej. To się już do pewnego stopnia wydarza, część zimowych wierszy Ficowskiego, obecnych także w tym tomie, znalazła się w pięknie wydanych przez wydawnictwo Warstwy Śnieżnych rymach białej zimy. Mam nadzieję, że podobnie jak w przypadku „dorosłej” poetyckiej i prozatorskiej twórczości Ficowskiego jest to proces nie do powstrzymania. Ja marzę o dziecięcej antologii tego autora. 

Bo szczerze powiedziawszy, gdyby Jerzego Ficowskiego nie było, polska kultura musiałaby go wymyślić. Przez powojenne lata zaangażowany w przybliżanie spuścizny Brunona Schulza, spisywanie historii polskich Cyganów oraz osobiste, głębokie upamiętnianie Holocaustu, wykonywał mrówczą pracę, skazaną od lat siedemdziesiątych na banicję. Po latach – absolutnie nie do przecenienia. Poszanowanie kulturowej Inności wpisane w jego teksty jest prekursorskie i na wskroś współczesne, w wierszach dla dzieci przejawia się w głębokim szacunku zarówno  dla przyrody jako odrębnego bytu, jak i dla podmiotowości dziecka. Ponownie – bardzo współczesnym szacunku. 

Ps Tato, to miał być prezent urodzinowy, ale my tu sobie z wnuczką jeszcze trochę poczytamy… Najlepszego!

Na zdjęciach Córka pozuje z Denerwujkiem w ręku oraz Jerzy Ficowski z córką Anną [klik]